Płoń dla mnie – Ilona Andrews & Wilczy trop – Patricia Briggs

Moi ulubieni, amerykańscy autorzy książek z gatunku Urban Fantasy powracają. Ilona Andrews oraz Patricia Briggs powracają za sprawą wydawnictwa Fabryka Słów. Od małżeństwa Andrews otrzymujemy „Płoń dla mnie”, czyli nowość w ofercie wydawnictwa, która do tej pory nie pojawiła się na polskim rynku. Natomiast od Pani Briggs pojawiło się wznowienie serii, czyli „Wilczy trop” z serii Alfa i Omega, która po raz pierwszy zaprezentowana była czytelnikom w 2013 roku i nigdy nie pojawiła się jej kontynuacja, na którą teraz bardzo gorąco liczę.

Dlaczego piszę o tych książkach razem? Dlatego, że jedna i druga to dla mnie świetny przykład fenomenalnie wykreowanego świata urban fantasy, który pochłania i do którego wraca się z przyjemnością. Poza tym, kiedy myślę o książkach Briggs, często mam w głowie także te od Andrews i odwrotnie. A jako, że oba tytuły miały premierę w podobnym terminie, postanowiłam opowiedzieć o nich obu.

Płoń dla mnie – Ilona Andrews

Seria o Kate Daniels dobiegła końca, więc z zapartym tchem wyczekiwałam kolejnych książek Ilony Andrews. Fabryka Słów nie zawiodła i bardzo szybko proponuje nam kolejną serię, której drugi tom także niedługo pojawi się na naszych półkach. Niezmiernie cieszy mnie to zaparcie wydawnictwa, by książki, o które przez lata prosili fani, nareszcie pojawiły się u nas wydane w komplecie. W końcu wszyscy znamy wiele świetnych serii, które nigdy nie zostały wydane do końca.

Płoń dla mnie – fabuła

Znajdujemy się w świecie, w którym część ludzi ma jakieś moce. Bądź też nie wie, że je posiada. Jak to bywa w sytuacji, kiedy część ludzi coś ma, a inna część nie, zaczyna toczyć się walka. Społeczeństwo, które posiada moce i znaczy coś więcej w tym świecie, wywodzi się z magicznych rodów. Rody te walczą o to, żeby zebrać jak najwięcej magii i tak się łączyć, by potomstwo miało jak największą moc.

Główna bohaterka, Nevada, wywodzi się z normalnej rodziny, w której magii nie było zbyt wiele. Prowadzi rodzinny biznes – agencję detektywistyczną, która zajmuje się drobnymi sprawami dla społeczności. Pewnego dnia pozostaje postawiona pod ścianą i musi wziąć zlecenie, któremu nie jest w stanie podołać. Drugim głównym bohaterem jest Rogan, który pochodzi z poważanego rodu posiadającego ogrom magii. Szalony, bezkompromisowy i skrajnie niebezpieczny. Razem poszukują osoby, która para się magią ognia.

Płoń dla mnie – przemyślenia

Przede wszystkim, jestem zaskoczona tym, w jakim kierunku powędrowało małżeństwo Andrews. Spodziewałam się historii z tego samego uniwersum, w którym poznaliśmy Kate Daniels. Niemniej, w tym wypadku dostajemy całkowicie nowy świat, choć równie magiczny. To właśnie tło i wykreowany świat są mocnym punktem tej lektury.

Równie mocnym punktem tego tytułu są wykreowane postaci, w tym te drugoplanowe. Cześć z nich i ich relacje niesamowicie kojarzyły mi się z bohaterami książek Janet Evanovich – chociażby babcia Nevady. Nie jest to może bezpośrednie skojarzenie, bo babci Nevady absolutnie nie zestawiłabym z babką Stephanie Plum, która jest nie do podrobienia, ale miała w sobie tę nutkę szaleństwa i otwartości, których normalnym babciom zdecydowanie brakuje.

Na minus, choć nie duży, wskazałabym relacje między Nevadą a Szalonym Roganem. Z biegiem czasu i liczbą przeczytanych lektur, coraz trudniej zadowolić mnie w tej kwestii. Męczyło mnie to, w jaki sposób rozwija się ich relacja i jak zmierzają ku sobie, pomimo kompletnie innych relacji pokazywanych na łamach historii. Niemniej, muszę przyznać, że historia sama w sobie była niezwykle porywająca i ciężko było mi się od książki oderwać.

Płoń dla mnie – podsumowanie

Choć „Płoń dla mnie” nie jest wolne od wad i relacje między bohaterami nie są w moim odczuciu w 100% wiarygodne, bardzo dobrze bawiłam się przy tej lekturze i z ogromną niecierpliwością wyczekuję jej kontynuacji. Sama kreacja bohaterów jest jednak bardzo wiarygodna i sprawia, że chce się o nich i „ich” czytać. Małżeństwo Andrews kolejny raz mnie nie zawiodło i dostarczyło ogromu rozrywki. Dzięki tej książce udało mi się wrócić do czytania, pomimo półrocznej przerwy, kiedy to nie mogłam ukończyć żadnej z rozpoczętych książek. „Płoń dla mnie” przypomniało mi jak dobrze bawię się podczas czytania i zachęciło do tego, by do tej formy aktywności wrócić. Warto też wspomnieć, że lektura ta porywa już od pierwszej strony i naprawdę ciężko jest się od niej oderwać. Kawał naprawdę dobrej roboty – myślę, że ta seria, jeżeli utrzyma poziom (a wierzę, że tak będzie) będzie śmiało konkurować o miejsce w moim sercu z serią o Kate Daniels.

Oba tytuły dumnie dołączyły do mojej kolekcji książek obu autorów

Wilczy trop – Patricia Briggs

Książkę czytałam zaraz po jej pierwotnej premierze w 2013 roku. Poza tym, że robiłam jej re-read po 9 latach (sama nie wierzę, że minęło już tyle czasu), to jeszcze mam za sobą całą dotychczas wydaną serię o Mercedes Thompson, której przy pierwszym czytaniu „Wilczego tropu” nie miałam jeszcze przyjemności czytać, ale do której „Wilczy trop” szalenie mnie wtedy zachęcił.

Pierwsze czytanie tego tytułu wprawiło mnie w zachwyt. Dzisiaj tak dużego zachwytu już nie ma, ale absolutnie nie usłyszycie dzisiaj, że ta książka jest słaba.

Wilczy trop – fabuła

Anna Latham była zwykłą dziewczyną, dopóki nie poznała Justina. Na samym początku dobrze się dogadywali, jednak ten nie zdradził jej całej prawdy. Pewnego wieczoru została przez niego zamieniona w wilkołaka nie wyrażając na to zgody. Złamał więc jedną z podstawowych reguł – nie wolno przemieniać człowieka wbrew jego woli! Od tego czasu rozpoczęło się piekło Anny, która była poniżana, gwałcona, odbierana była jej większość ciężko zapracowanych środków do życia. Jako „uległy wilk”, znalazła się na samym końcu hierarchi w stadzie nie mając nic do powiedzenia. Poza towarzyszką Alfy była jedyną kobietą w stadzie, więc każdy zainteresowany mógł wykorzystywać jej ciało kiedy i jak chciał. Do momentu kiedy Anna nie zdecydowała się skontaktować z Branem, czyli szefem wszystkich szefów w Ameryce Północnej w wilkołaczym świecie. Tak, do tego Brana, którego świetnie znamy z opowieści o Mercedes Thompson.

„Zgłoszenie” Anny było na tyle poważne, że Alfa wysłał do niej swojego syna. Charles ma zrobić rozeznanie w okolicy i sprawdzić czy informacje przekazane przez Annę są prawdziwe. Między Anną i Charles’em zaiskrzyło, więc ten stanął w jej obronie pozbywając się problemu. Dziewczyna przenosi się z nim do Aspen Creek w Montanie. Ma tutaj zaznać spokoju, dowiedzieć się jak naprawdę wygląda wilkołaczy świat i dojść do siebie po tym, co ją spotkało. Nic jednak nie jest tak proste w książkach Pani Briggs, więc bardzo szybko wpadamy w wir akcji.

Wilczy trop – przemyślenia

Patricia Briggs po raz kolejny, tak jak jej poprzednicy, przedstawia nam świat kompletny. Wszystko w świecie ma swoje zasady, a każdy bohater występujący w tej historii, nie pojawia się w niej bez powodu. Widać, że autorka stworzyła świat kompletny, wokół którego lawiruje. W „Wilczym tropie” nie brakuje nawiązań do bohaterów znanych nam z serii o Mercedes Thompson. Jednakże, tutaj główną uwagę zabierają Ci bohaterowie i ta część wilkołaczego świata, która w historii o Mercedes była tłem. Podejście to jest niemal takie samo jak u Anety Jadowskiej. Obie Panie wykreowały rzeczywistość, w której płynnie się poruszają. Taką, z której mogą wyciągać właśnie takie smaczki, oferując coraz to nowsze historie swoim wiernym fanom.

Mam jednak wrażenie, że ten pierwszy tom serii jest bardzo pośpieszny i to wrażenie nie opuściło mnie od pierwszego czytania. Nawet sporo się tu dzieje, ale zabrakło mi skupienia na relacjach między bohaterami. Kojarzycie te wszystkie filmy czy seriale, w których bohaterowie się w sobie zakochują, ale jako widzowie zastanawiamy się kiedy i jak się to wydarzyło? Dokładnie to samo odczucie towarzyszyło mi przez większość tej książki. Widzimy rodzące się uczucie między Anną i Charles’em i uczestniczymy w ich perypetiach. Niemniej, raz po raz ma się wrażenie, że bez żadnego konkretnego powodu, jesteśmy kolejny krok dalej w ich relacji.

To właśnie z tego powodu nie mogę powiedzieć, że jestem tym tytułem zachwycona. Część ich relacji była męcząca i przytłaczająca. Wiedzieliśmy dokąd to wszystko zmierza, ale nie było ku temu podwalin. Zdecydowanie bardziej wolę wolniejszy rozwój relacji, który dostaliśmy właśnie w historiach o Mercy. Tutaj było to zdecydowanie zbyt szybkie. Pomijając jednak ten mankament – bawiłam się równie dobrze, co 9 lat temu. Z niecierpliwością oczekuję kontynuacji, która mam takie wewnętrzne przeczucie, że spodoba mi się o wiele bardziej.

Wilczy trop – podsumowanie

Wilczy trop jest moim zdaniem świetnym wstępem do nowej części dobrze znanego nam uniwersum. Daje świetną podwalinę pod to, by bardzo dużo się działo. Jeżeli zagryziemy zęby i pominiemy nieudany moim zdaniem wątek romantyczny, uważam że otrzymamy kawał naprawdę ciekawego urban fantasy. Z potencjałem na znacznie, znacznie więcej dobrych wątków.

Related Posts

E-book

Archiwum