Lifestyle

Terenowa masakra – 4. edycja

Paulina Chmielewska17 wypowiedzi969 wyświetleń

W dniu wczorajszym, w bydgoskim Myślęcinku, czyli przyległym do miasta największym w Polsce parku miejskim, odbyła się 4. edycja terenowej masakry. W wydarzeniu wzięło udział, aż 1936 uczestników, którzy mierzyli się na dwóch trasach – o długości 5 oraz 10km.

CO ROBIŁAM TAM JA?

Wspierałam moją sąsiadkę, która postanowiła wziąć udział w biegu na 10km. Jej start miał miejsce o godzinie 11:45, więc od 11:00 grzecznie będąc już na miejscu, wspierałam koleżankę. 10 fala biegnących, wiele podkscytowanych, ale także przerażonych ludzi, którzy dla zabawy/walki z samym sobą postanowili rzucić sobie wyzwanie. Rewelacyjne wyzwanie. Zapraszam Was na fotorelację z tego wydarzenia – a gdybyście zastanawiali się, dlaczego na wielu zdjęciach widać te same osoby, pomimo tego, że w biegu brało udział niemal 2000 osób, to tłumaczę, że ja podążałam za 10 falą, tam gdzie biegła moja sąsiadka. Kolejne osoby startowały w 15-minutowych odstępach czasowych, żeby nikt, nikomu nie przeszkadzał na kolejnych przeszkodach, a na trasie 10-kilometrowej było ich aż 47.

Ogrom ludzi: uczestników, ale także wspierających swoich bliskich, czy po prostu ciekawych wydarzenia osób.

Początek biegu. Uczestnicy dotarli do pierwszej przeszkody i oczekiwali na swoją kolej – przy tylu uczestnikach nie ma możliwości przechodzenia każdej przeszkody natychmiastowo, więc można okres oczekiwania wykorzystać na szybki odpoczynek i regenerację. Ale wiecie co jest najfajniejsze w tym biegu? To, że owszem, są osoby, które biegną po wynik i próbują zrobić życiówkę, ale w większości przypadków grupa na Ciebie czeka, pomaga Ci pokonywać kolejne przeszkody i nie jesteś w takim biegu sam. I nieważne jest to, czy przyszedłeś na trasę sam, czy z grupą swoich znajomych – można liczyć na innych i otrzymać pomocną dłoń. Wielokrotnie to widać na moich zdjęciach.

Chociażby na pierwszej przeszkodzie właśnie widać, jak Ci, którzy weszli już na górę, pomagają dostać się tym, którzy do przeszkody podeszli. Kilku panów od razu ustawiło się pod przeszkodą i pomagało się wybić kolejnym osobom. Schodząc z przeszkody też nie jesteś sam, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto Cię złapie i pomoże w tym, żebyś nie miał obtarć.

Kolejne przeszkoda i kolejna kooperacja. Na dwie z trzech lin od razu wbiegli panowie, którzy pozostali w połowie rampy i wciągali tych, którzy tej pomocy potrzebowali. Jedna z lin została wolna dla tych, którzy nie potrzebowali pomocy, chcieli się spróbować sami, bądź biegli na czas. A jak widać, osoby które są już na przeszkodzie czekają na wbiegających i pomagają im się dostać na górę.

Następny etap biegu, do którego miałam dostęp był w piątym kilometrze. Sądziłam, że mam tylko chwilę, żeby dostać się na miejsce trasy, w którym miałam oczekiwać sąsiadki i jej ekipy, po czym, po pół godziny oczekiwania i zamartwianiu się, czy wszystko okej, dowiedziałam się, że do piąty kilometr, więc trochę poczekam, zanim doczekam się osób, które pojawić się miały. Wiecie ile to jest stresu dla tych, którzy czekają na biorącego udział w biegu? Bliska Ci osoba biega po lasach, pokonuje przeszkody, których Ty nie widzisz, więc nie wiesz, czy wszystko jest okej, czy nic się nie stało. Wielu uczestników ściąganych było z trasy przez skręcone czy złamane kończyny, więc nigdy nie wiadomo, czy nic się nie wydarzy.
W oczekiwaniu powstało jednak kilka interesujących zdjęć, które prezentuję Wam poniżej.

 

Uczestnicy zawiedzeni byli, że osoby im kibicujące, przebywające na mostku są suche, więc tyle razy, ile zostałam ochlapana stojąc w pierwszej linii, to nawet nie chcę liczyć. Cieszy mnie tylko fakt, że mój sprzęt nie ucierpiał i dalej będę mogła strzelać fotki :)

A wiecie co jest najfajniejsze? Byłam na wydarzeniu ze swoim chłopakiem, rodzicami i mamą Marty (sąsiadki biorącej udział w wyścigu). Było wokół nas wiele innych osób w wieku od kilku miesięcy, do kilkudziesięciu lat. I tyle razy, ile usłyszałam, że „jestem za stara, żeby brać w czymś takim udział”, „oj to już nie ten wiek, żeby tak się bawić”, to tylko chciało mi się śmiać, bo z poprzedniej pracy wyniosłam to, że każdy wiek jest dobry na rozpoczęcie aktywności. Oczywiście, pewnych rzeczy się nie przeskoczy i jak zdrowie nie domaga, albo rzeczywiście ma się problemy, to nie zawsze akurat taki bieg jest odpowiedni, ale dyscyplin sportowych jest tak dużo, możliwości podjęcia aktywności jest tak wiele, że nikt nie powinien czuć się ograniczony. Jeżeli się chce, to naprawdę można. Trzeba tylko znaleźć odpowiednią dla siebie aktywność.

Dlaczego o tym piszę?

Poniższe zdjęcie wytłumaczy, dlaczego o tym mówię. Dodam tylko, że Pana widziałam na mecie, przebiegł całą trasę, miał się świetnie a braw ile otrzymał w tym właśnie miejscu, w którym robiłam zdjęcie zliczyć się nie da.

A dodatkowo pojawiło się wiele tekstów: „ej, Ci ludzie są w moim wieku. I oni tu biegną…”
Więc można! :)

Nie ma to jak wyjść mokrym z wody i od razu musieć biec z obciążeniem. Ale dziewczyny dają radę!

Jedno z moich ulubionych zdjęć to właśnie to powyższe. Skupienie na twarzach uczestników. Na wielu ujęciach było widać zmęczenie, ale jednocześnie też radość. Nie brakowało też śmiechów, rozterek „za jakie grzechy ja tu jestem i to robię”, a także pozowania do obiektywu. Więc będąc diabelnie zmęczonym po prawie 2h biegania, mając przed sobą jeszcze kilka kilometrów do pokonania, można zachować pogodę ducha i dalej wzajemnie się wspierać.

Kolejna przeszkoda, na której idealnie zaprezentowana jest praca zespołowa. Można pokonać ją samemu. Oczywiście że jak ktoś bardzo będzie chciał, to to zrobi. Ale zobaczcie ile widać zaangażowania w to, żeby pomóc tym, którzy biegną razem z nami.

JAKIE SĄ MOJE SPOSTRZEŻENIA PO WZIĘCIU UDZIAŁU W EVENCIE JAKO OBSERWATOR?

  • Polacy nie tacy źli i współpracować potrafią. To, że „mięśniak” idzie biegać i bierze udział w takim wydarzeniu, nie oznacza, że pomoże tylko największej kruszynce, albo lasce, która mu się spodobała. To, że nawet laikowi uda się pokonać przeszkodę, nie oznacza, że poleci dalej i pokaże jaki jest zajebisty. Ludzie rzeczywiście sobie pomagają i się wspierają i cudownie jest na to patrzeć. A pewnie jeszcze cudowniej tego doświadczyć.
  • Nawet jeżeli nie ma dużo słońca i głównie przemieszcza się między drzewami, można zjarać sobie ramiona tak, że podczas pisania tego tekstu i tej relacji Wredot zastanawia się jak usiąść i co zrobić, żeby przestało piec ;)
  • Mimo, że nie jestem sportsmenką i w ostatnim czasie dość mocno zaniedbałam aktywność fizyczną to poczułam się, zresztą mój chłopak też, mocno zmotywowana i za rok także chcemy wziąć udział w biegu. Być może tym razem to mnie zobaczycie na takich zdjęciach.
    Oby! :)