Mamy już nowy rok. Ja się dzisiaj rozpieszczam i bez żadnej spiny pozwalam sobie na wszelkie przyjemności. Zaczęłam dzień od pysznej, ciepłej herbatki, ciepłego sweterka, pachnącej świeczki i dobrej (mam nadzieję!) książki. Na pierwszy rzut w nowym roku poszedł Władca Much, a więc dość klasycznie, ale niezwykle przyjemnie.

O postanowieniach noworocznych będę jeszcze pisać – zapewne w kolejnym tygodniu. Ostatnio wspominałam już co nieco we wpisie Warto się badać, do którego serdecznie zapraszam. Niemniej, dzisiaj krótki wpis o spontanicznym planie na język hiszpański. O hiszpańskim pisałam sporo na blogu, ale w ostatnich miesiącach było o nim dość cicho, więc dzisiaj nadrabiam zaległości.

Miesiąc z hiszpańskim

Generalnie, plan jest taki, żeby ruszyć hiszpański z miejsca i skończyć ten rok z mocnym poziomem B1, a może nawet B2, jeżeli dobrze pójdzie. Jak już niejednokrotnie wspominałam, nie lubię robić planów na cały rok, bo nigdy nie wiadomo jak nasze życie się potoczy. Lubię elastycznie podchodzić do planowania i zamiast robić coś na siłę, skupić się na tym, do czego w danej chwili czuję serducho. Dlatego też zaczynam od prywatnej, małej akcji – miesiąc z hiszpańskim – choć jeżeli macie ochotę, możecie śmiało do mnie dołączyć.

Niedawno, zakupiłam sobie Planer językowy od wydawnictwa Edgard, który wspominałam w moim ostatnim video na YouTube. Możecie je znaleźć w poprzednim wpisie – 18 nowych książek, bookhaul. Jakiś czas temu, kupiłam także inny planer, od wydawnictwa Preston Publishing. Jest to książka 365, hiszpański na każdy dzień. Ten pierwszy tytuł skierowany jest dla poziomów A1-B1, ten drugi A2-B1+.

Grunt to dobry plan

No właśnie, grunt to dobry plan. Nie chcę jednak od samego początku roku narzucać na siebie zbyt wiele. Czeka mnie kolejnych dziesięć dni urlopu. Po powrocie do pracy będzie całkiem spory młyn – podsumowanie całego roku, klepnięcie planu i budżetu na 2021, organizacja pracy całego zespołu etc.

Stąd też, żeby nie czuć się przytłoczoną, wyrobić w sobie nawyk regularnej nauki, a przy okazji dobrze się bawić i motywować do dalszej pracy nad językową płynnością, sięgać będę wymiennie po te dwa planery i szlifować swój hiszpański.

Jedyny plan jaki mam zamiar wprowadzić w życie to codzienna nauka przez 31 dni. To nie muszą być godziny wypełnione nauką. Jeżeli któryś dzień będzie dla mnie trudniejszy. Albo nie będę miała ochoty na naukę, chciałabym poświęcić hiszpańskiemu choćby 5 minut. W końcu regularność jest najważniejsza. Jest ona kluczem do językowego sukcesu. Dlatego w dni, kiedy będę miała dość, zrobię powtórkę słówek, które dopisuję do listy tych, których jeszcze nie znam, powtórzę zasady gramatyczne, lub obejrzę tylko film na YouTube, żeby mieć ciągły kontakt z językiem, niekoniecznie ucząc się go aktywnie.

Co dalej?

W ogólnym rozrachunku, chciałabym, żeby cały rok wypełniony był nauką języków, ale to rzeczywistość to zweryfikuje. Tak samo moja motywacja i zapał do nauki. Niemniej, małymi krokami idę do przodu i to jest dla mnie najważniejsze. Oba planery, choć mają podobny cel, mocno się od siebie różnią. Jak tylko przerobię pewien ich zakres (spostrzeżenia już się spisują z każdego z nich!) na pewno podzielę się swoimi przemyśleniami na ich temat, a na blogu znajdziecie za jakiś czas ich recenzje, ale także porównanie.

To jak? Ktoś dołącza do wyzwania? Nie musi być to język hiszpański, możecie startować z jakimkolwiek innym.

Zostań ze mną na dłużej i bądź ze wszystkim na bieżąco:

P.S. Ja już swoje pierwsze ćwiczenia dzisiaj zrobiłam, więc pierwszy dzień „wyzwania” uznajdę za udany i zakończony sukcesem!

Related Posts

E-book

Archiwum