Przygotowania trwają. W niedzielę wielki dzień. Pobudka w środku nocy (o ile w ogóle pójdę spać!) i wyjazd o piątej rano. Kierując się na zachód, do Polskiej granicy, wjedziemy na teren Niemiec, następnie Belgii, aż do Francji. Ażeby być precyzyjną – dodam, że do Górnej Normandii. Z każdym dniem dociera do mnie, że to już, niedługo. Decyzja całkowicie spontaniczna, o czym zresztą pisałam ostatnio też na fanpage bloga na Facebooku – jeżeli chcecie być na bieżąco, z tym co się u mnie dzieje, to tam jest najlepsze miejsce do śledzenia moich poczynań – ponieważ podjęta tak naprawdę z minuty na minutę. Francja nigdy nie była priorytetem, nigdy nie była numerem jeden, gdzie chciałabym się znaleźć. Zawsze wymieniałam inne kraje, ale jest okazja, zaproszenie, które chociaż aktualne od jakiś trzech lat, nigdy nie było sposobności, by z niego skorzystać a nie wiadomo, jak długo będzie aktualne.

Dostaliśmy zaproszenie od mojego nauczyciela od angielskiego. Uczył mnie rok w gimnazjum, potem cztery lata prywatnie. To on przygotowywał mnie do matury rozszerzonej z angielskiego i to dzięki niemu znam angielski na takim poziomie, na jakim znam. Jestem mu za to cholernie wdzięczna, chociaż nie wiem, czy on o tym wie. Aktualnie nadal uczy mojego tatę i od czasu do czasu komunikujemy się przez Facebooka. Co roku zaprasza do siebie, z racji tego, że tam się przeniósł i tam zawodowo zajmuje się kolarstwem i nadszedł ten magiczny czas, a właściwie nadejdzie, gdy się do niego wybierzemy. Jestem niesamowicie podekscytowana. Właśnie ogarnęłam mapy google i przeszłam się ulicami, po których będę chodzić za kilka dni. Zajrzałam w szyby wystawowe sklepów, po których będę chodzić za kilka dni i w witryny barów i restauracji, w których będę się stołować… No dobra, trzy pizzerie i kebab :D

Nie będziemy siedzieć na tyłku i tylko odpoczywać, bo w planach jest też zwiedzanie. Nie powiem Wam jeszcze gdzie zajadę i co zobaczę, bo sama w 100% nie jestem jeszcze pewna, czy wszystko wypali, ale możecie być pewni, że i Was tam zabiorę. Mój aparat jest już gotowy, znów będę bawić się w japońskiego turystę, który zamiast swoimi oczami, obserwuje na wyjazdach świat przez wizjer w aparacie. Jestem taka sama. Robię zdjęcia wszystkiemu co się rusza, próbuję uwieczniać każdą chwilę. Inaczej nie umiem, bo te wszystkie chwile są tak bardzo ulotne i często gdzieś się gubią. Zdjęcia, które robię, pozwalają mi je zatrzymać i przypomnieć o każdej z nich. Dzięki temu i Wy będziecie mogli zobaczyć gdzie byłam i co robiłam. Nie sądzę, żebym była wstanie pisać relacje w trakcie wyjazdu (chociaż postaram się przynajmniej na fanpage wrzucić jakieś zajawki tego, co będzie potem w postach, więc tym bardziej zachęcam do obserwacji), ale zaraz po powrocie usiądę do roboty i wszystko Wam pokażę! :) Tak więc stay tuned, wish me fun i no wiecie… bądźcie tutaj, kiedy wrócę….
Chociaż i tak przed wyjazdem i w trakcie pojawią się jeszcze przynajmniej dwa posty. Nie sądziliście chyba, że zostawię Was z pustym blogiem i brakiem jakichkolwiek aktualizacji? ;)

Zdjęcie: http://www.millenniumhotels.com/destinations/paris.html

Related Posts

E-book

Archiwum