758 lat tradycji, 6 milionów odwiedzin, 1000 kramów i 23 dni doskonałej zabawy – oto słynny na cały świat Jarmark św. Dominika! Tu się kupuje, targuje, poszukuje skarbów, słucha muzyki i znajduje piękne kadry do pamiątkowych fotografii. Jest gwarnie i barwnie, prawie wszędzie coś się dzieje, a obrazki zmieniają się jak w kalejdoskopie. Nie bez znaczenia jest fakt, że Jarmark odbywa się w przepięknej gdańskiej scenerii.

 

Po raz pierwszy, na Jarmarku św. Dominika byłam kilka lat temu. Jeszcze jako dzieciak, który wszystko miał gdzieś i cieszył się, że może wyrwać się z domu. W zeszłym roku nie udało mi się na Jarmark dotrzeć, ale nadrobiłam to w tym roku, pojawiając się na nim aż dwa razy. Chciałabym trochę świadomiej podchodzić do podróżowania w stosunku do tego, jakie podejście miałam jako dzieciak, czy nawet nastolatka. Dlatego też, chociaż Jarmark św. Dominika kojarzył mi się nieco ze sprzedażą starych bibelotów, chciałam pojechać do Gdańska raz jeszcze i przejść się po wszelkich kramach. Szczególnie, że Gdańsk rzeczywiście raczy nas kolorami i przepięknymi „kadrami” – bardzo lubię to miasto i bardzo lubię po nim spacerować.

JARMARK ŚW. DOMINIKA PO RAZ PIERWSZY

Pierwszy wyjazd do Gdańska był stricte biznesowy i nie do końca planowany. Chociaż nocleg miałam na Starym Mieście, niewiele z Jarmarku, poza korkami i niemożnością zaparkowania nigdzie auta, doświadczyłam. Miałam jednak ze sobą swój aparat i udało mi się uwiecznić kilka miejsc i sytuacji. Takich jak chociażby przemarsz od Zielonej Bramy na Targ Węglowy z okazji święta Kociewia.

Po zakończonych spotkaniach, mieliśmy trochę czasu wolnego i postanowiliśmy zostać dodatkowy dzień w Gdańsku. Po samym śniadaniu, które zjedliśmy w restauracji Baryłka ulokowanej nad Starą Motławą, widać jak różne osoby się spotkały i chociaż na co dzień potrafimy się dogadać i współpracować nad internetowym projektem, to jednak znacznie się od siebie różnimy. Każdy z nas wybrał na śniadanie coś, co lubi najbardziej a ja przynajmniej mam dzięki temu przepyszne zdjęcia – serdecznie polecam miejsce na śniadanie. Przyzwoite cenowo a do tego przepyszne jedzenie.

Po śniadaniu nie mogło zabraknąć spaceru głównymi ulicami Starego Miasta, podczas którego złapałam kilka dość standardowych ujęć. Nie wyróżniają się spośród innych, ale w jakiś sposób mnie urzekły i postanowiłam się nimi podzielić.

JARMARK ŚW. DOMINIKA PO RAZ DRUGI

Aktualnie trwa drugi tydzień mojego urlopu. W miniony czwartek, mój chłopak stwierdził, że nie będę siedzieć dwóch tygodni w domu i trzeba coś zrobić. Naprędce zorganizowaliśmy wyjazd nad morze. Na cel obraliśmy sobie Lubiatowo. W sobotę rano, kiedy szykowaliśmy się do wyjścia na plażę, znalazłam informację o koncercie Mesajah na zakończenie Jarmarku Dominikańskiego. No i plan sam się wyklarował skoro i tak przez Gdańsk mielibyśmy wracać do domu – po prostu musieliśmy spiąć się tak, żeby zdążyć obejść jeszcze stanowiska przed ich sprzątnięciem oraz zajść chociaż na chwilę na koncert.

Spoiler alert: bawiliśmy się tak dobrze, że zostaliśmy do końca koncertu i nawet na bis, chociaż początkowo mieliśmy koło 22:00 być w domu. O tej porze kończył się dopiero koncert.

Zanim jednak dojdę do koncertu, poniżej przedstawiam moje spojrzenie na Jarmark i część stoisk.

Poza stoiskami samymi w sobie, nie zabrakło spaceru po mieście, zajścia do kawiarni na kawkę i niecierpliwego oczekiwania na koncert. Co prawda byliśmy już wykończeni, bo dzień wcześniej za cel obraliśmy sobie plażę oddaloną o 6km od pozostawionego auta (tekst coming soon :)). Weekend spędziliśmy dość intensywnie i nabawiliśmy się też poparzeń słonecznych, ale doszliśmy do wniosku, że warto się jeszcze troszkę pomęczyć i zafundowaliśmy sobie dalszy spacerek.

KONCERT MESAJAH – JARMARK ŚW. DOMINIKA 2018

No właśnie, a jak o koncercie mowa, to z chłopakiem doszliśmy do wniosku, że dawno nie widzieliśmy tak drętwego tłumu ludzi. Rozumiem, że jest to koncert na świeżym powietrzu, darmowy dla każdego, więc Janusze i Grażyny nie mogły się opanować i czym prędzej popędziły pod scenę, żeby pochwalić się swoim „somsiadom”, że tak dobrze się bawią i bywają na wydarzeniach kulturalnych. Problem jednak w tym, że stoją jak takie jelenie, narzekają, że ktoś macha ręką, dobrze się bawi, czy skacze.

Ludzie są tak zapatrzeni w siebie, że nie myślą, dlaczego ktoś zostawia pas wolnej przestrzeni przed sobą (stały barierki) i pchają się przez tłum, rozpychając wszystkich łokciami, bo przecież chcą tam stanąć. Artysta mówi prosto z serca o wartościach ważnych i takich, które powinny być uniwersalne a niestety nie są i zaledwie kilka osób pod sceną klaszcze po jego przemowie. Zero reakcji. Zero wrażliwości. Do tego komentarze z serii: „A to mu się na filozofie zebrało”. Tak Grażynki. Tak Janusze. Jak ktoś zamyka się na TVN czy TVP i wiecznie słucha głupot, które się społeczeństwu wmawia, to mądre słowa, mądrego gościa ze sceny to „filozofowanie”.

Jedyne czego mogę życzyć to otwartości umysłów, lekkiego zluzowania (a mówi to mimo wszystko sztywny człowiek), więcej zrozumienia i uśmiechu. To naprawdę nie boli! Sama bawiłam się fenomenalnie. Do domu wróciliśmy w środku nocy z niedzieli na poniedziałek. Warto było jednak o zajechać do Gdańska, warto było poskakać przy barierkach i pomachać rękoma do fajnych utworów. Gdańsk po raz kolejny mnie oczarował i chętnie wrócę tam kolejny raz – czy to na Jarmark, czy to na zwykły spacer.
 

Zostań ze mną na dłużej i bądź ze wszystkim na bieżąco:

Related Posts

E-book

Archiwum