Pavilly – mała mieścina, w której rozpoczęła się przygoda

16 godzin w samochodzie. Męczące a zarazem ekscytujące. Jechałam już 16 godzin autokarem do Niemiec i nie było fajnie. Samochodem też szału nie ma, ale jest lepiej, znacznie wygodniej i nie obawiasz się tego, że jak uśniesz, to będziesz chrapać. No chyba, że akurat prowadzisz to może pojawić się problem. Na szczęście w drodze do Francji prowadziłam zaledwie dwie godzinki, w ciągu dnia, więc problem przetrwania został wyeliminowany ;) Pobudka o czwartej, wyjazd po piątej i to wrażenie, że odległość, którą masz przejechać, chyba nigdy się nie zmniejszy. Nie obyło się również bez błądzenia. Podobno prosta droga: jechać do Świecka, Niemcy, Belgia, Francja. Proste? Proste! A jednak szczęki nam opadły, gdy przejechaliśmy koło tablicy Holandia! Serio, prosta droga, na której pobłądziliśmy. Były nerwy, było zmieszanie, ale daliśmy radę. Daliśmy też radę na Belgijskiej stacji benzynowej, na której nie mogliśmy zatankować, po czym okazało się, że stacja jest na zasadzie pre-paid (zapłać zanim zatankujesz) i po tych niekończących się godzinach, nasze nogi stanęły wreszcie na francuskiej ziemi, w Pavilly. Były powitania, było wprowadzenie do sypialni i było zimne piwko, którego każdy potrzebował. Chłopacy po wyścigu, który mieli tamtego dnia a my po stresie związanym z błądzeniem po Europie. Poszliśmy spać, licząc, że kolejny dzień będzie lepszy, łatwiejszy, z większą dawką pozytywnych emocji a nie tylko adrenaliny… i nie myliliśmy się . Michał z Tomkiem pojechali na trening a my, z nowo poznaną koleżanką Sandrą i jej dwuletnim synkiem Karolkiem ruszyliśmy na zwiedzanie Pavilly.

Pavilly 1
Z górki na… do Pavilly. Wiadukt, który widzieliśmy z okna naszej sypialni, po którym przejeżdżają pociągi

Pavilly 2

Piekarnia, w której codziennie, na śniadanie i kolację, kupowaliśmy sobie świeże bagietki, na punkcie których Francuzi mają hopla.
Piekarnia, w której codziennie, na śniadanie i kolację, kupowaliśmy sobie świeże bagietki, na punkcie których Francuzi mają hopla.
Pavilly kościół
Kościół na placu głównym w Pavilly. Po prawej jego stronie znajduje się merostwo (na zdjęciach niżej)

Pavilly kościół 2

Merostwo w Pavilly. Nawet nie pytajcie o godziny urzędowania, bo oni więcej są zamknięci, niż pracują ;)
Merostwo w Pavilly. Nawet nie pytajcie o godziny urzędowania, bo oni więcej są zamknięci, niż pracują ;)
Pavilly
Pavilly i okolice są niezwykle zielone. Wiele drzew, kwiatów, krzewów – aż przyjemnie wyjść z domu i iść na spacer ;)

Pavilly pałacykPavilly gołębnikPavilly kwiaty

A no macie też i moją skromną osobę ;)
A no macie też i moją skromną osobę ;)

Świetna sprawa. Miniaturowa Statua Wolności. Żeby być dokładną, znajduje się już ona w Barentin, aczkolwiek tak naprawdę jedno miasto przechodzi w drugie i są bardzo blisko siebie, więc i to zdjęcie trafia do dzisiejszego postu ;)Drugi kościółek w Pavilly, znajduje się zaraz koło piekarni i placu głównego. To tutaj odbywają się niedzielne msze. A właściwie jedna.

 

Po lewej miniaturowa Statua Wolności, która żeby być bardziej dokładną, znajduje się już w Barentin, aczkolwiek jest to tak blisko Pavilly, że postanowiłam ją również zamieścić w tym poście.

Po prawej drugi kościółek, znajdujący się zaraz obok piekarni, blisko placu w Pavilly na którym jest ten większy. W tym małym właśnie odbywają się coniedzielne msze, a właściwie jedna.

Pavilly to małe miasteczko, w którym mieszka ok. 6000 osób, ale ma swój urok. Przepiękne, zielone tereny, klomby z kwiatami, które sprawiają, że bardzo przyjemnie się po mieście chodzi. Jedyny jego minus był taki, że po godzinie 19/20 prawie nic już się nie działo. Jest to miasteczko osób starszych, więc wieczorami było już cicho, ciemno w oknach i nikogo nie spotykało się na ulicach. Poza tym, bardzo przyjemne miejsce. Do tego wszystkiego kanały, które fantastycznie wpisują się w zagospodarowanie miasta, mostki, kaczki, łabędzie. To wszystko sprawia, że Pavilly będę wspominać naprawdę pozytywnie.
 

Zostań ze mną na dłużej i bądź ze wszystkim na bieżąco:

Related Posts

E-book

Archiwum