Podróże

Granada – pierwszy krok ku spełnieniu marzeń

Paulina Chmielewska27 wypowiedzi2132 wyświetleń

To jest tekst, do którego zbieram się od 4 miesięcy. SŁOWNIE: CZTERECH MIESIĘCY. Nie wiem dlaczego do tej pory nie potrafiłam nic napisać, dlaczego nie potrafiłam usiąść do zdjęć i przygotować ich pod publikację na blogu. Chciałabym znać odpowiedzi, ale ich nie znam. Lenistwo? Niechęć? Tęsknota? Pewnie wszystkiego po trochu się zebrało i tym sposobem dopiero na przełomie stycznia/lutego będę Wam pisać o podróży, która miała miejsce w dniach 21-25.09.2015r.

Pamiętacie, że działam w kole naukowym? Mimo, że zakończyłam edukację na mojej uczelni, nadal się tam udzielam, a co więcej, jestem jego przewodniczącą. W ubiegłym roku odbyła się już ósma edycja projektu IDSE – Integracyjnych Dni Studentów Europy, w ramach których wybraliśmy się do Hiszpanii, a właściwie na jej południe – do pięknej Andaluzji. Lot Wrocław – Málaga trwał bardzo krótko i po kilku godzinach wyszliśmy na hiszpańskie ziemie, które okazały się bardzo górzystymi i bardzo gorącymi ziemiami. Nasz, polski wrzesień był już nieco chłodnawy. Tam oscylowaliśmy wokół 37 stopni Celsjusza w słońcu ;)

Granada 1

Granada 2
Duża przestrzeń na lotnisku Wrocław – Starachowice. Lotnisko może niewielkich rozmiarów, ale przez znikomą ilość pasażerów o 6 nad ranem zrobiło na mnie bardzo fajne wrażenie.

Granada 3

Granada 4
Ah ten ruch w powietrzu ;)
Granada 6
Nawet nie wiecie jaka radość ode mnie biła i jak serduszko szybciutko pikało, gdy obudziłam się już w hiszpańskiej części świata ;)
Granada 8
Nie wiem dlaczego, ale uwielbiam obserwować ludzi na lotnisku. Śpiących, biegnących, czekających na swoje bagaże. Tak szeroki przekrój, tak wiele kultur, tak wiele różnych zachowań…
Granada 9
Pierwsza tortilla – tutaj typowo w formie tapa, czyli przekąski. Ceny lotniskowe zabójcze, bo w mieście za cenę tego jednego kawałeczka dostawało się cały talerz plus pieczywo, ale coś zjeść trzeba było.
Granada 10
O ile ja poszłam od razu w hiszpańską kuchnię, o tyle towarzystwo troszeczkę się przeraziło i skierowało ku bezpiecznemu standardowi – kurczakowi :O
Granada 11
A że tapa taka mała i nie wiedziałam kiedy znów będę miała okazję zjeść, zgarnęłam też sałatkę. Sałatki zawsze są dobrym rozwiązaniem a ta z kawałkami dyni, rodzynkami, serem feta i szynką była przepyszna.

Kilka godzin spędzonych na lotnisku, pierwsze hiszpańskie jedzonko i busem przejechaliśmy 120km, które zaprowadziły nas wręcz znad Morza Śródziemnego troszeczkę w głąb lądu. Stres związany z zakwaterowaniem był, ponieważ mieszkanie załatwialiśmy na ostatnią chwilę, kontakt z właścicielem lokum był bardzo ograniczony, nie mówił on też zbyt dobrze po angielsku a my nawet dokładnie nie wiedzieliśmy gdzie zakwaterowanie się mieści. Okazało się, że mieszkanko było vis-à-vis dworca autobusowego a właściciel sam nas znalazł podchodząc do nas i pytając: „Aga”? Bo z Agą mailował w sprawie wynajmu. A gdy zobaczył pięcioosobową, zagubioną grupę z walizkami, która na Hiszpanów nie wyglądała, stwierdził, że dobrze trafił. No i rzeczywiście obie strony miały pod tym względem szczęście.

Granada 12

Podróż była męcząca, a już kolejnego dnia umówione mieliśmy spotkania na Uniwersytecie w Granadzie oraz u władz miasta, ale zamiast się lenić, stwierdziliśmy, że mamy zbyt mało czasu, by go marnować, więc po rozpakowaniu walizek ruszyliśmy na mały spacerek po okolicy.

Granada 13

Granada 15

Granada 16
Od zawsze mam słabość do fotografowania uliczek. Nie ma chyba miejsca, do którego bym nie pojechała i nie zrobiła przynajmniej kilku takich zdjęć ;)
Granada 17
Przepiękny budynek. Początkowo nie do końca wiedzieliśmy co, po co i dlaczego, ale okazało się, że jest to arena walk byków.

Granada 18

Po powrocie koleżanka, z którą dzieliłam pokój źle się czuła, więc postanowiła zostać i odpocząć, ale pozostała część towarzystwa zgodnie stwierdziła, że czas na hiszpańskie przysmaki i zetknięcie się z hiszpańską kulturą i Hiszpanami, więc udaliśmy się do pobliskiej knajpki. W ciągu budynków, w których mieszkaliśmy, na samym dole były dwie, więc padło na jedną z nich. Tortilla, piwko i ploteczki a wszystko wokół pachniało mi tak długo wymarzoną Hiszpanią, do której tak bardzo, przez tak długi czas chciałam się wybrać. Marzenia jednak potrafią się czasami spełniać ;)

Dzień w Hiszpanii tak jak rozpoczęłam tortillą tak samo zakończyłam.
Dzień w Hiszpanii tak jak rozpoczęłam tortillą tak samo zakończyłam.

CDN ;)